Dodano: 05.07.2010 14:32
Dodano: 02.04.2010 9:26
Zimne Wody - żydowski epizod
Dodano: 30.03.2010 12:17 Autor - Tomasz Rzeczycki
W północnej części Gór Orlickich, tuż przy granicy z Republiką Czeską, znajduje się wieś Zimne Wody, a właściwie to, co z niej zostało. Dawne pola uprawne zarastają samosiejki drzew, wśród których coraz bardziej nikną resztki ruin opuszczonych domostw.
Trzeba przyznać, że w czasach, gdy Śląsk należał do Niemiec, Zimne Wody także pozostawały na uboczu cywilizacji. Niemcy nigdy nie doprowadzili tutaj linii kolejowej czy elektryczności, a do wsi prowadzi jedna wąska, nigdy nieasfaltowana droga. Po drugiej wojnie światowej niewiele się zmieniło - najbliższa stacja kolejowa, sklepy i urząd znajdowały się kilka kilometrów poniżej, w Lewinie.
Takie miejscowości rzadko trafiają na łamy gazet, Zimnym Wodom zdarzyło się to chyba raz, kiedy patrol Wojsk Ochrony Pogranicza zatrzymał grupę Żydów przy próbie ucieczki do Czechosłowacji. W latach powojennych Żydzi uciekali nielegalnie z Polski głównie w rejonie Kudowy-Zdroju. Tam było najwięcej zatrzymań. Jednak największą w 1947 r. próbę ucieczki Żydów udaremniono właśnie w Zimnych Wodach.
Stanisław Kochanek i Stanisław Desperak, żołnierze patrolu wysłanego ze strażnicy WOP nr 240, o godzinie pierwszej w nocy 26 grudnia 1 947 r. 1 km od granicy w rejonie wsi Zimne Wody wykryli ?naruszycieli granicy" - jak ich wtedy określano. Żołnierze, ujrzawszy podejrzanych osobników, wezwali ich do zatrzymania, ci zaś nie posłuchali - wręcz przeciwnie, rzucili się do ucieczki do najbliższego lasu. Wówczas patrol oddał kilka strzałów z pepeszy, zużywając 30 sztuk amunicji. To poskutkowało - całą grupę zatrzymano w lesie. Podczas doprowadzania na strażnicę Żydzi próbowali żołnierzy przekupić, wręczając im 5 zegarków ręcznych i oferując wpłatę 1 50 tysięcy złotych, byleby tylko ich wypuścili. Żołnierze łapówki nie przyjęli, donosząc o korupcyjnej propozycji zwierzchnikom w strażnicy WOP.
Zatrzymanymi przestępcami granicznymi byli: Berek Rusiński, Izaak Poznański,
Samon Tresler, Borys Jedwabnik, Zygfryd Bergiel, Sonia Bergiel, Morka Hirsch, Berko Silgerberg, Heiske Lejthman, Mordka Tulkopf, Jerud Jumek, Mordka Scher, Józef Fajgel, Berko Naparstek, Juda Rusiecki, Iza Szee, Henok Kisten oraz Rafael Hartman. Wszyscy oni mieszkali w Dzierżoniowie, czyli największym wówczas żydowskim mieście w Sudetach. Żołnierze stwierdzili, że zatrzymani Żydzi prawdopodobnie przyjechali samochodem do Dusznik-Zdroju, skąd udali się w kierunku Zimnych Wód. Czechosłowacja miała być tylko etapem w podróży do Palestyny. Nic w tym dziwnego, spora część Żydów mieszkających w Polsce chciała tam wyjechać. Władze polskie po 1946 r. nie sprzyjały jednak temu exodusowi, jako że potrzebowały siły roboczej do powojennej odbudowy kraju. W raportach WOP z 1948 r. nie znajdziemy już tak wielu przypadków prób ucieczki Żydów przez zieloną granicę.
- Proszę pamiętać, że rok 1947 to ponowny wzrost nastrojów antysemickich, szczególnie widocznych podczas wyborów
- stwierdza Dariusz Walerjański, historyk z ZKWK ?Guido", współpracownik Żydowskiego Instytutu Historycznego. -
Żydzi boją się polskiej prawicy!!! Wielu wciąż widzi w Żydach komunistów, którzy zagrażają polskiemu narodowi. To była skomplikowana powojenna rzeczywistość w Polsce, na to nakładała się postępująca stalinizacja i nękanie Żydów. To także czas, kiedy wielu Żydów syjonistów, np. partia Ichud, marzy o powstaniu państwa Izrael, więc w Bolkowie na Dolnym Śląsku tworzą specjalny obóz szkoleniowy pod egidą Hagany, gdzie ćwiczą Żydzi, którzy jako żołnierze chcą jechać do Palestyny, aby walczyć o powstanie nowego państwa. To wszystko za cichą aprobatą ówczesnych władz państwowych. Oczywiście, Żydzi uciekali nie tylko do Palestyny z nadzieją na powstanie Izraela, ale uciekali do Niemiec, do amerykańskich żydowskich obozów. Wierzyli, że tam jest lepiej niż tu w Polsce. Wielu uciekało z pobudek psychologicznych! Nie umieli żyć w kraju, w którym dokonała się taka straszna i niewyobrażalna zbrodnia, gdzie całe rodziny zostały zgładzone. Dla wielu Żydów to był kraj wielkiego koszmaru, który codziennie im się przypomniał. Nie czuli się tu bezpiecznie, szczególnie po wydarzeniach kieleckich. Warto także pamiętać, że połowa Żydów przebywających w Polsce po 1945 r., mieszkała na Ziemiach Odzyskanych. Na przykład w 1947 r. w kopalniach na Dolnym Śląsku zatrudnionych było ponad 800 Żydów. W sumie w różnych państwowych zakładach pracy, spółdzielniach, rolnictwie itd. w styczniu 1947 r. pracowało 14 445 Żydów.
Niedługo potem tego typu eskapady z Dzierżoniowa do strefy nadgranicznej przestały być możliwe, gdy jesienią 1 949 r. drastycznie zaostrzono przepisy graniczne i rygorystycznie zaczęto ich przestrzegać.
A Zimne Wody szybko się wyludniły. Próby aktywizacji tej wioski były nieudane. W 1950 r. zorganizowano tu pierwszy w Sudetach spółdzielczy wypas owiec, 400 owieczek doglądali baca i kilku juhasów. Wypasy te trwały zaledwie kilka następnych lat. W maju 1 962 r. Zimne Wody wzmiankowano już jako byłą wieś, w której spółdzielnia usługowo-wypasowa, zorganizowana przez kilka kółek rolniczych z powiatu kłodzkiego, utrzymywała szopy dla juhasów.
Potem i to przestało się opłacać. Gdy zabrakło owiec, pola na zboczach górskich zaczęły zarastać chaszcze i drzewka. Gdyby PTTK nie poprowadziło przez Zimne Wody szlaku, turyści by tu prawie w ogóle nie zaglądali. Opuszczone chałupy niszczały, były też dewastowane przez okresowo korzystających z nich robotników. Jedną z takich ruder, przedwojenną szkołę, kupił w 1991 r. Maciej Hawrylak. Budynek został wyremontowany, dotąd nie ma tu kanalizacji (jak zresztą i w pozostałych wsiach gminy), prądu elektrycznego, jest za to woda i przyjemne ciepło z pieca. Nadal jednak miejscowości nie przysługuje status wsi.
Tekst i zdjęcia Tomasz Rzeczycki




