W sąsiedztwie Zimnych Wód po drugiej stronie Pańskiej Góry po czeskiej stronie leży malownicze miasteczko Oleśnice / Gießhübel. Jego historia i wydarzenia z życia powiązane na przebiegu setek lat równolegle szły z tymi od nas. Związało mnie to z wieloma ludźmi, którzy kiedyś tu mieszkali i zostali wysiedleni. Dzięki Ich wkładowi i zaangażowaniu powstała strona internetowa www.giesshubel.de, którą po części przetłumaczyłem z j. niemieckiego i zamieszczam na swojej stronie jako historyczny dokument rozwoju, pracy i prostego życia.
Co nas z pewnością łączy to piękno Gór Orlickich / Adlergebirge
Tłumaczenie ze strony internetowej
www.giesshubel.de
z niemieckiego Maciek Hawrylak
Kronika
G i e ß h ü b e l
( Góry Orlickie)
opracowana przez
Josef Schintag (1897 - 1968)
Górskie miasteczko Oleśnica (ok.1905)
Już od 3-go listopada 1706 roku było nasze górskie miasteczko Oleśnica miejscem targów i miało prawo przeprowadzić cztery wielkie jarmarki w roku i w każdy czwartek jarmark tygodniowy. Miasteczko Oleśnica złączyło się z leżącymi obok Górną Oleśnicą i Dolną Oleśnicą i stały się jednym miastem. Dlatego każde z tych miasteczek miały swoją własną numerację domostw. Żeby się nie pomylić za każdym numerem domu dołączono literkę St- miasto, O - górna, U - dolna. To wyglądało tak np. : 32/St., 16/O., 54/U. Miasto miało 146 , Górna Oleśnica 134 , a Dolna 102 numery domostw - razem 384. Podczas pożaru 28. 10. 1861 roku główna część miasta prawie doszczętnie się spaliła po czym wiele domostw nie zostało odbudowanych. Również w kolejnych latach spaliło się lub zostało zburzonych kilka domostw w Dolnej i Górnej Oleśnicy tak,że z 384 budynków 46 brakowało.
Do Centrum Oleśnicy należały również Buschdörfel, Mühlgrundbachtal, Kohlgraben i Brände (dawniej Kohlenmeiler). Do Górnej Oleśnicy zaliczano Bleiche, Sommerflur, Winterflur i Schnappenflur. Do Dolnej Oleśnicy zaliczano również Grüne Tal ,Hammerhof i Kuttler Tal. Większą część granicy gminy była również granicą państwa ( Gemeindegrenze ist zugleich Staatsgrenze i tak na północy i północnym wschodzie graniczyła z gminą Taszów, Kocioł i Zimne Wody , ze wschodu z Graniczną i Zieleńcem, a z zachodu z czeską gminą Gebreeche i Dlouhei.
W dolinie rzeczki Oleśenka , z dwóch stron równolegle przechodzących górskich łańcuchów ciągnąło się przez 8 kilometrów to miasteczko. Zameczek myśliwski ,który został wybudowany przez wiodących gospodarzy z Oleśnicy został zakupiony przez właścicieli gminy za 1100 złotych monet i stał się ratuszem

Stary Ratusz
Pod koniec XVIII wieku kwadratową formę rynku tworzyło 20 domów,gdzie na południowo - zachodniej stronie stał Ratusz. Do roku 1848 Oleśnica należała do powiatu Nachod, później do czeskiej gminy Pollom. Sattel, Plassnitz, Schwediwe, Deschnei, Lom und Trschkadorf w politycznym powiecie Nove Mesto n. Metui, od 10 października 1938 weszła w strefę województwa Grulich i stała się nie tylko najbardziej na północ wysuniętą gminą . Połączenie Gminy Oleśnica z Brumowem było możliwe przez Grafschaft Glatz , bo tu granice nie zostały zmienione.
Podczas pożaru w roku 1861 wszystkie stare zapiski i kroniki miasta zostały zniszczone. Nie mniej jednak w roku 1945 udało się Sekretarzowi Gminy Oleśnica jeszcze przed wysiedleniem wszystkie pozostałe dokumenty przepisać i zabrać ze sobą. Są one zawarte w dokumencie Aufzeichnungen über den Ort
i zawierają wiele cennych informacji związanej z historią Oleśnicy i okolic.
Malowniczo wygląda Oleśnica gdy spojrzymy na nią z południa, również zapiera dech w płucach gdy patrzymy na nia z zachodu, ze wschody wita nas szczyt Hohe Mense 1084 mnpm, który dał Oleśnicy potoczną nazwę Mensenstaedtchen.
W dzikich lasach myśliwi, rybacy, pszczelarze, wypalacze węgla drzewnego, poszukiwacze złota szukali swego zawodowego szczęścia , ale tu również chowali się bandyci i złodzieje. Gdy zbliżały się wojskowe formacje mieszkańcy uciekali do swoich przygotowanych kryjówek w lesie. Tu mnożyło się również od duchów i zjaw co pokazane jest w opowiadaniach zawartych w manche Sage.
Tylko złe i dziurawe drogi prowadziły do miasteczka mimo,że leżało ono niedaleki Pańskiej Dogi Praga - Nachod - Wrocław. Dopiero pod koniec XIX wieku wybudowano t.zw, "Drogę Powiatową" , która była tylko poprawioną drogą dojazdową z Oleśnicy przez inne miasteczka do stacji kolejowej w Nove Mesto nad Metii. Miała ta droga tylko długość 23 kilometrów .Aby ominąć objazd przez Sattell i 15-sto % wzniesienie koło Pollom wybudowano w późniejszym czasie inną drogę między Pollom - Sneschnei-Bystrą , która zmiejszyła odległość do Nowego Mesta o 3 kilometry. Mimo to myślano cały czas aby budując nową drogę objąc jak najwięcej wiosek i gmin , odległość nie grała żadnej roli.
Dopiero w 1905 roku postanowiono w dolinie rzeczki Alscherbach wykorzystać jej miękkie pobocze i poprowadzić chronioną przed wiatrem drogę przez Dlouhei - Rzy - Rokoli _ Ohnischow do Oleśnicy. Ta droga miała dać zaoszczędzenie dwóch kilometrów. Parę lat później położono droge z Rokooli przez Slawonow - Blaschkow do Nowego Mesta nad Metuii co jeszcze zmniejszyło odległość i oszczędziło wiele górskich podjazdów dla koni pociągowych i ludzi.
Z Oleśnicy prowadziła t.zw droga celna przez Górę Kościelną do pruskiego Urzędu Celnego w Kotle i dalej do Lewina (Hummelstadt). Aby ominąć 15-sto % podjazd przez Górę Kościelną w roku 1915 przebudowano "celną drogę" z Oleśnicy do Kotła kilkoma łagodnymi objazdami.
Stara i nowa droga do Kotła
Droga ta była wprawdzie o 2 kilometry dłuższa i podwoiła odległość , ale stała się zaszczytną dla Oleśnicy. Z jej centrum połączono również drogę przez Górna Oleśnicę ( Oberguesshuebel) do przejścia granicznego "Czerny Krzyż). Ta droga łączyła po pruskiej stronie z Drogą Sudecką z Bad Reinherz (Duszniki Zdrój) - Hummel (Homola) - Grenzendorf (Graniczna) - Grunwald (Zieleniec). Od 10-go października Lewin (Hummelstadt) stał się stacją kolejową dla Oleśnicy , której dworzec był tylko oddalony o 5 kilometrów.
Równocześnie z rozbudową dróg polepszała się także sieć pocztowa. W 1950 roku w wieku 95 lat zmarł Alois Stepar. Był on ostatnim listonoszem, który nosił wręczone mu przesyłki pocztowe z Oleśnicy do Nowego Mesta nad Metuii gdzie był urząd pocztowy. Z tam i stąd przenosił pocztę. Musiał dzień w dzień pokonywać drogę minimum 36 kilometrów, ciężko obładowany i po złych drogach bez względu na pogodę. Gdy liczba przesyłek pocztowych wzrosła zaczął kursować pocztowy zaprzęg, który również zabierał podróżnych.
W roku 1905 po wybudowaniu drogi wzdłuż potoku Alscher zaprzęg pocztowy prowadzony przez woźnicę Wandelin Zeuner jechał codziennie z Oleśnicy do Nowego Mesta nad Metuii. Po pierwszej wojnie światowej od 1922 roku zaczął kursować omnibus pocztowy,który zastąpił zaprzęg. Od tego czasu poczta się rozwijała, była szybsza i łatwiejsza do obsługi. Od 10 października 1938 roku omnibus pocztowy z Bad Kudowa (Kudowa Zdrój) jeździł przez Tanndorf , Deschnei dwa razy dziennie. Tylko w zimnie zadymki śnieżne wyhamowywały w dużym stopniu aktywność pocztową. Dzięki temu,że po I wojnie światowej droga do Pollom ominęła 15-sto % wzniesienie umożliwiło to poruszanie się aut.
Czerwone wzgórze zimą
Poczta w Oleśnicy zmieniała często swoją siedzibę. Najpierw była w domu nr 21/St ( późniejsza fabryka tytoniu Josefa Ulrich) , później w 131/St ( był tam później "Niemiecki Dom"), na koniec przeniesiono pocztę pod numer Nr.8/St. (neben dem Pfarrhofe). Po rozkwicie turystyki zaczął jeździć między Tanndorf i Deschną prywatny autbus do Lewina , który dopiero w roku 1932 wycofano.
Opierając się na kronice kościelnej z Oleśnicy już w roku 1680 odbywała się w tym mieście nauka w szkole. 5-go września 1779 roku przejeżdżający przez Oleśnicę Cesarz Josef II postanowił, że tu powstanie niemiecka szkoła. Gmina Oleśnica kupiła od Radnego Prokopa Wondrejz na Rynku dom nr 11 (dzisiaj nr.15) Będący na koniec własnością piekarza Adolfa Scheftner. W roku 1786 zaczęto przebudowywać budynek na szkołę i na szczycie umieszczono napis " Cesarz Josej II nakazał budować tą szkołę". W roku 1789 wprowadził się tam nauczyciel Wondrej. Na parterze miał pokój nauczycielski i mieszkalny, a na poddaszu jeszcze jeden pokój.
Pierwsze zajęcia szkolne w Oleśnicy odbyły się w domu nr 7. Dom ten stał między Parafą, a pocztą. To było bardzo małe pomieszczeni gdzie mogła uczyć się ograniczona liczba dzieci.Pierwszym nauczycielem był Grimm, który pochodził z Oleśnicy, drugim był też urodzony tu Mathias Wondrej. Przez to, że pomieszczenie było takie małe nauczał on dzieci w domu nr. 10 gdzie mieszkała też jego rodzina.Mathias Wondrej urodził się w Oleśnicy w 1696 i umarł w 1772 roku.
Funkcję nauczyciela objął jego syn Josef, który swój egzamin na nauczyciela zdobył w mieście Trautenau. W 1782 roku otrzymał pomocnika Franza Rolletscheh. Gdy on zakończył okres praktyki tą funkcję objął Weihrauch i w 1782 Ignac Rolletschek. W 1796 zrezygnował z etatu nauczyciela Josef Wondrej, a Ignaz Rolletschek był jego następcą. Na zewnętrznej ścianie kościoła została umieszczona tablica pamiątkowa poświęcona nauczycielowi Ignacowi Rolletschenk, która do dnia dzisiejszego jest tam widoczna. (zdjęcie z 1965) Napis w oryginalnej formie brzmi Der erste Schulunterricht wurde in Gießhübel im Hause Nr. 7 erteilt. Dieses stand in dem Garten zwischen Pfarrhaus und Postgebäude. Es war nur ein kleiner und enger Raum, in dem unterrichtet wurde, und lässt nur auf eine kleine Zahl schulbesuchender Kinder schließen. Der erste Schulmeister, Grimm, war ein Gießhübler, der zweite, Mathias Wondrejz, ebenfalls ein Kind des Ortes. Da die Schulstube zu klein war, unterrichtete er in der Wohnstube des Hauses Nr. 10, in der sich auch seine Familie aufhielt. Mathias Wondrejz wurde 1696 in Gießhübel geboren und starb 1772. Ihm folgte sein Sohn Josef, der in Trautenau als Lehrer geprüft worden war. 1782 erhielt er einen Gehilfen namens Franz Rolletschek. Nach dessen Beförderung kam der Gehilfe Weihrauch und 1786 der Gehilfe Ignatz Rolletschek. 1796 verzichtete Josef Wondrejz und Ignaz Rolletschek wurde sein Nachfolger. An die Außenwand der Kirche wurde diesem Schulmeister eine Gedenktafel mit nachstehender Inschrift eingefügt, die sich noch heute dortselbst befindet (Lichtbild von 1965): Eheliche und kindliche Liebe widmet dieses Denkmal dem edlen Gatten und Vater Ignaz Rolletschek durch 52 Jahre gewesener Schullehrer in Gießhübel. Geboren den 2. April 1769. Gestorben den 2. Februar 1839 im 70. Lebensjahr. Sanft ruhe seine Asche!; Jest ona podziękowaniem za jego 52 letnią pracę jako nauczyciel oleśnickiej szkoły.
Matihas Wondrej, którego powyżej wspomniano nauczał uczniów w języku czeskim. Każdej soboty zbierał on od uczni ich prace i nazywał je "Sobatorek". Gdy w roku 1861 spaliała się Oleśnica również szkoła zamieniła się w popiół. Dopiero w roku Grundstein zur neuen Schule, 1869 zaczęto budowę nowej szkoły, która otrzymała wieżę z zegarem. Na pamiątkowym kamieniu zapisano;
Im Namen Gottes den 2. Juli i. J. Christi 1868
Szkoła ta miała sześć pomieszczeń klasowych i mieszkanie dla nauczyciela. Siódme pomieszczenie dla szkoły urządzono w budynku ratusza na pierwszym piętrze. 4 i 5 klasa była podzielona na chłopięce i dziewczęce.

Stara szkoła w Oleśnicy
Szybko rozwijające się miasto Oleśnica z systematycznie powiększającą się liczbą uczniów Schülerzahl była zmuszona siedzibę szkolną przygotować nie tylko dla miasta , ale i dla okolicznych wiosek. Prace nad tym projektem rozpoczęto , a pierwsze sukcesy można było już zobaczyć w roku 1896. Nie znaleziono pasujących pomieszczeń do tego programu i wyjściem było budowanie nowego budynku. Środki finansowe Gminy były w tym wypadku ograniczone w czym pomogła inicjatywa deutschen Schutzvereine - niemiecka organizacja ochrony. Po 9-ciu latach oczekiwań w roku 1905 rozpoczęto budowę i w roku 1906 zakończono. Już w roku szkolnym 1905/06 prowadzono w jednej klasie zajęcia (dom nr 113St). Rozpoczęto nauczanie w 1 klasie szkoły podstawowej , w następnym roku szkolnym już była 1 i 2 klasa w nowej szkole nauczana gdzie również 4 klasa chłopięca już uczęszczała. W roku 1912 wprowadzono przepis ,że 1/5 uczniów w klasie mogą być dziewczęta.Po pierwszej wojnie światowej chłopięca szkoła zamieniła się w mieszaną i uczęszczanie do szkoły dla dziewcząt stało się obowiązkowe.
1930 roku szkoła w Oleśnicy miała jubileusz 25 - lecia powstania. Z tej okazji wydano Jubileuszową Gazetkę, której początek brzmiał tak:"Vor 25 Jahren schufen deutscher Gemeinsinn, deutsche Treue und deutsche Wohltätigkeit ein Werk, das sich bis jetzt ehrenvoll durchgerungen hat: Unsere Bürgerschule". Das Schlusswort der Festschrift ist eine Mahnung an die Eltern: "Niemand von Euch erkennt mehr, wie vorteilhaft der Besuch einer Bürgerschule ist. Darum schützet Euere Schule gleich einem Kleinod, übergebt ihr vertrauensvoll Euer Teuerstes, Euere Kinder! Steht jederzeit zu ihr, wie immer sich die Zeit auch wandeln möge, denn wer sein Volk verlässt, verlässt zuerst seine - Schule!" Jest to apel do rodziców mówiący o korzyściach z edukacji ich dzieci w szkole.
W oleśnickiej szkole uczyli zawsze najbardziej wykwalifikowani nauczyciele, którzy swoją wiedzę i umiejętności przekazywali uczniom dzięki czemu młodzi mogli uodparniać się na czekające trudności życiowe. Z wielką aprobatą i wdzięcznością wielu byłych uczniów z Oleśnicy wraca do tamtych czasów i wspomina nauczycieli.
Dzieci z Górnej Oleśnicy musiały dziennie pokonać 4 kilometry do szkoły w jedną stronę. Aby w okresie zimowym to utrudnienie ułatwić przygotowano klasę w domu nr 33/O dla dzieci chodzących do 1 i 2 klasy. W okresie zimowym te dwie klasy zostały połączone i wspólnie uczyły się.

Była szkoła zimowa w Górnej Oleśnicy zdjęcie 1993
Starsi uczniowie z Górnej Oleśnicy zjeżdżali w zimie do szkoły na nartach, w której po zajęciach otrzymali obiad i odrabiali swoje zadane prace domowe. W domu po powrocie czekała na nich odpowiadająca ich wiekowi i sile praca. Nieraz okoliczny rzeźnik dawał w szkole dzieciom jedzenie. Przed świętami Bożego Narodzenia były w szkole przygotowywane Jasełka co bardzo podobało się okolicznej publiczności.
Ciężkie czasy zaczęły się dla naszej szkoły po I wojnie światowej. W latach szkolnych 1919/1920 otwarto w Oleśnicy szkołę dla mniejszości czeskiej tschechische Minderheitsschule.
Aby znalazło się miejsce na nią udostępniono pomieszczenia w budynku szkoły niemieckiej. Mimo,że liczba dzieci czeskich nie była taka duża systematycznie tworzono nowe klasy. W roku 1930 otworzono nawet nowy budynek dla czeskiej szkoły. W 1930 mniejszość czeska wynosiła już 20,7 %.
Uzupełniając wiadomości o naszej Pfarrkirche należy dodać, że w 1743 roku utworzono w Sattel nowy budynek parafialny. Gospodarz Christoph Pohner z Sattel nie chciał oddać ze swojego gruntu pasujące pole pod budowę mimo ,że Parafia z Opoczna chciała mu za to dać tej samej wielkości pole ze swoich ziem. W Hradec Kralowe w głównej parafii postanowiono,że Oleśnica zostanie parafią nadrzędną w jej okolicy mimo,że od 40 lat była nią ta z Sattel. Od chwili tej decyzji Sattel stał się filią parafii z Oleśnicy. Podczas mszy świętej w dzień zmarłych przeniesiono najświętsze elementy z Sattel do kościoła w Oleśnicy. Odbyło się to w odświętnej procesji. Przez pięć lat Oleśnica była centralą parafialną po czym na podstawie starań mieszkańców Sattel znowu przeniesiono ją do nich. Oleśnica otrzymała lokalnego przedstawiciela Antoniego Smerkosky co było w roku 1743.
Cmentarz w Oleśnicy jest już od 1354 roku Friedhof
Do roku 1934 było tam pochowanych prawie 20 tys. ludzi ( na podstawie kroniki kościelnej)
Podstawowym kapitałem Oleśnicy były lasy ,które ciągły się wzdłuż Kotła granicą aż do Czarnego Krzyża i Hohen Mense. Z drugiej strony lasy przylegały do sąsiadującej gminy Pollkom aż do grani gór. Dlatego las był głównym środkiem dającym chleb mieszkańcom, którzy pracowali przy zrębie, sadzeniu drzewek, transporcie i przeróbce drewna. Wielu też zbierało owoce lasu , które nie były tylko używane do potrzeb własnych , ale również do handlu.
Głównym środkiem dochodów było jednak rolnictwo. Wprawdzie w gminie Oleśnica było tylko kilku dużych gospodarstw , którzy dbali o to aby każdy mógł wydzierżawić kawałek pola nawet na tych stromych zboczach. Niestety ziemia nie była tak urodzajna i na niej praca nie była w stanie zaspokoić potrzeb życia rodziny. Zmuszało to podczas zimowych miesięcy w izbach domostw zajmować się przędzeniem tkanin. Całe rodziny musiały dużo pracować aby tym dorobić na skromne życie.
Tkacze podczas pracy
Dość często w pomieszczeniach małych gospodarstw rolnych stały dwa lub nawet trzy maszyny tkackie, które były dowodem przykładowej pracowitości i pilności. walki z trudnościami życia. W okolicy nie było przemysłu, w którym mogliby dorabiać. Po stronie niemieckiej za granicą rozwijające się w Schlezji miasta uzdrowiskowe jak Kudowa i Reinherz (Duszniki) potrzebowano ręce do pracy. I w ten sposób Gießhüblerinnen znajdowały pracę jako kucharki i pokojówki. Również dobrze płatną pracę można było otrzymać jako Schleißermädchen Schleißen - oznaczało darcie płócien lnianych , które służyły jako bandaże. Również murarze, cieśle, pracownicy na dniówki, służący, i sprzątaczki znaleźli pracę. Zimą jednak siedziały " Mrówki graniczne" za maszynami tkackimi.
Zdrojowy hotel w Bad Kudowa (Kudowie Zdrój)
Niektóre kobiety nosiły do Bad Reinherz (Duszniki Zdrój) w drewnianych koszach jaja kurze, za które otrzymywały dobrą zapłatę. Był to dodatkowy zarobek dla handlarzy. Nazywane potocznie "Bottaweiber" (kobiety z koszami) z Obergießhübel kupowały jajka nie tylko w miasteczku, ale również od mieszkającego tu kupca Ignaza Czerny, który w każdy wtorek jechał swoim zaprzęgiem na co tygodniowy tark w Dobruszce i kupował tam (obok swoich zakupów) jajka dla "Bottaweiber". One kupowały te jajka od niego w sklepie, prześwietlały przy świeczce każde z osobna tak aby ich klienci ze Schlezji mieli tylko pewny i dobry towar.
Z Obergießhübel szły kobiety z ich pełnymi" Butten" - koszami na austryjacką granicę na Staadtla, później do pruskiej służby celnej w Kutell (Kotle) i dalej wzdłuż granicy po pruskiej stronie przez Pańską Górę i Czarny Krzyż dochodząc od tyłu do Bad Reinherz (Dusznik). To oznaczało bardzo skromną dodatkową drogę 9-ciu do 10-ciu kilometrów co znaczyło, że chodzono w kółko "ei a Rood".
Kobiety te starały się w jakiś sposób bez uszczerbku swego zdrowia to robić. W drodze powrotnej "paschten" = schmuggelten szmuglowały z tamtej strony sacharynę = sztuczny cukier i po przyniesieniu do miasteczka dostarczały ludziom. Po rozpoczęciu I wojny światowej to romantyczne zajęcie przechodzenia przez granicę zamarło. Bliskość do granicy państwowej zawsze kusiła wszystkich do szmuglowania również nas Gießhübler.
W kryzysowych chwilach przechodzenie przez granicę w celach handlowych lub wymiany przynosił nieraz dość duże zyski szmuglerom. Szmuglerzy obok swoich zysków odczuwali też niekorzystne strony tego zajecia. Noszono nie tylko rzeczy tam , ale i przynoszono z tamtej strony w zależności co było w tej chwili potrzebna.
Nie wszystkim młodym ludziom było pisane zdobyć odpowiedni zawód. Za tamtych czasów rodzice musieli za naukę zawodu płacić dość dużą sumę pieniędzy. Jeżeli nie byli w stanie to zapłacić automatycznie wydłużał się okres przyuczania do zawodu o jeden rok. Kto nie wyuczył się jakiegoś zawodu musial pracować jako pomocnik u rolników, pomocnik w domach i na dniówkach,Też dla dzieci nie było wolnego czasu, już wtedy musiały pracować na gospodarce i w domu. Również prace tkackie i związane z przerobem wełny były wykonywane przez dzieci Heimindustrie. Ręczne tkanie, szydełkowanie.
Dziewczyna przy robieniu koronek
Podczas lata zajmowano się zbieraniem drewna, zbieraniem jagód, grzybów i ziół - nie tylko dla własnego użytku lecz również na sprzedaż gdyż każdy zarobiony Heller (miedziana moneta) pomogła złagodzić biedę. Gdy spojrzymy do tyłu stwierdzimy jaką trudną sytuację mieli nasi przodkowie aby majstrować swoje życie. Zapiski księgi chrztów z 1777roku ( Gießhübel ): zawód rodziców : wypalacz węgla drzewnego, wyrób łyżek ( łyżki do gotowanie jedzenia,talerze, miski), zbieracze kminku. To wszystko było na taczkach wożone do Breslau (Wrocław).
Już od dawna w naszym mieście zajmowano się wyrobem płótna lnianego co z biegiem czasu dało mieszkańcom szeroki zakres zatrudnienia. Prawie każdy gospodarz uprawiał len, który w miescie był przerabiany na tkaninę. Wybielanie przeprowadzano przed domem na trawie. Do dzisiaj nazywa się to"nelhottental" - "wybielanie". Na początku wyrabiano grube płótna lniane , później również delikatne. Z tureckiej wełny tkano ładne i drogie wyroby, z przędzy i wełny owczej płótno nazywane mezulan, które zabarwiano na zielono lub kolor fiołkowy. Wykorzystywany do szycia damskich ubiorów. W późniejszym czasie tkano tylko surówkę Kattun, którą na wozie dostarczano do Wiednia, Pragi lub Konitz.
Zawody jak młynarz, krawiec, szewc były przez izbę rzemieślniczą, a tkacze przez związek zawodowy chronione. Związek ten miał prawo, że bez pozwolenia żaden uczeń z sąsiednich miasteczek będzie zatrudniony, żaden czeladnik nie otrzyma papierów i żaden majster nie może się tu osadzić. Flagi tych cechów miały miały swoje miejsce w kościele. Były one bardzo duże i podczas procesji Wielkanocnych musiały być niesione każda przez pięciu mężczyzn. Na przełomie 1900 roku te flagi zostały zakupione przez pochodzącego z Schediwie stolarza Anton Tenzer, który przekazał je do wiedeńskiego muzeum (Tenzler miał duży zakład we Wiedniu).
Przez dziesiątki lat nasi tkacze prowadzili życia pełne trosk i niedostatku i żaden z nich mimo wielkiej pilności nie dorobił się niczego. Jak dużo młodych ludzi opuściło nasz teren, który nie był w stanie ich wyżywić. Zatrudnienie znajdowali w Rengerstdorf koło Glatz (Kłodzko) w Brumowie, i w okolicach Reichenbergu. Wielu z nich poprzez swoją pilność i zręczność awansowali na funkcje majstrów tkackich. Po wysiedleniu znaleźli po niedługim czasie zatrudnienie w swoim zawodzie.
Dużego rozmachu w rozwoju tkactwa w naszym mieście nadało otwarcie w ostatnich latach XVIII wieku przez Adolfa Soumar pierwszego w Gießhübel mechanicznego zakładu włókienniczego. Maszyny były poruszane za pomocą siły wodnej (turbina wodna i lokomotywa). W następnych latach powstały następne mechaniczne tkalnie. Poprzez wprowadzenie mechanicznych tkalni wielu ręcznych tkaczy popadło w duże trudności gdyż często była to dla nich jedyna forma zarabiania pieniędzy na utrzymanie. Producenci ze względu na wzrastającą konkurencyjność byli zmuszeni płacić pracownikom niższą kwotę za wykonana jednostkę. Poza tym ręczni tkacze musieli na wzmocnienie materiału używać najlepszą mąkę i sami żyli jedząc kartofle. Dużo prac przygotowawczych wykonywali starsi i dzieci, ale samo tkanie wykonywał tkacz. W wielu rodzinach tkaczy do późnej nocy przy stole tkackim wymieniał się mąż z żoną.
Przed pierwszą wojną światową jedna z firm sprowadziła stoły tkackie do ręcznego wyrobu zamszu. Najpierw w domu nr 6/U (Bäcker Hartmann) byli młodzi ludzie uczeni na takiej maszynie pracować. Podczas tkania po 3- 4 wrzutach normalnej nitki wstrzeliwano specjalną, cieniutką nitkę, o nazwie messingrute. Leżące ponad ta rutą łańcuchowa nitka w odstępach 10 do 15 centymetrów od końca płótna była obcięta przez siebie przygotowanym nożem. Tkacz musiał mieć bardzo bystre oko i czyste ręce aby mógł pracować przy tych na czarno lub ciemno niebiesko zafarbowanych jedwabnych niciach. Niestety pierwsza wojna światowa zrujnowała rozwój tej gałęzi tkactwa.
?Centrala"
W Gießhübel zakład energetyczny powstał w 1910 roku. Powstał w młynie Hackauf (przed Schramm & Rausch ) gdzie ślusarz Stonner zamówił i wbudował dwie turbiny prądotwórcze. W okresie mniejszych wód zastępował siłę napędową motor na diesel, który dbał o dostarczenie systematycznej dostawy prądu. Nowo powstałe przedsiębiorstwo sfinansowało ten projekt. Już w krótkim czasie prawie całe Gießhübel było podłączone do linii elektrycznej, a linia poza miastem dostarczała prąd na Pollom i Sattel. Dwóch pierwszych przedsiębiorców, którzy postawili w swoich domach elektryczne maszyny tkackie był Ignaz Stonjek - cztery maszyny, Josef Utz dwie maszyny. Inni przedsiębiorcy poszli tą samą drogą. Po wybuchu I wojny światowej bardzo delikatne części nie mogły być systematycznie wymieniane w sieci przez co przedsiębiorstwo upadło.
Teraz "Centrale" objął Franz Seibert, znane "osobowości" były żyrantami dla niego. Na początku lat 30-stych Elektrownia Ostböhmisch położyła swoją sieć i doprowadziła ją do Gießhübel przez co "Centrala" musiała być zlikwidowana gdyż produkowała tylko prąd stały co nie było zgodne z przepisami. "Centrala" , dom nr.18/St przeszedł w ręce Czecha Balcara z Nowego Mesta nad Metuii , a na koniec roku 1938 kupił ją stolarz Fidrich Kossek i założył tam stolarnię , która aż do wysiedlenia była jego własnością.
Bardzo wartki potok Alscherbaches z jego dopływami był wykorzystywany przez mieszkańców. Do końca XIX wieku i na początku XX wieku powstało tu parę młynów i tartaków, które po czasie przekształcono w mechaniczne tkalnie. Tyła nią "Ewermühle" (górny młyn) ; który w roku 1900 przez Wilhelma Schintag został przerobiony w mechaniczną tkalnię
Christine i Wilhelm Schintag 1934
"Ptasi młyn -Vogelmühle "zmieniał w ostatnich latach swego właściciela (Vogel, Schmidt Joh.,Czerny Anton); w roku 1910 przerobiono go na mechaniczną tkalnię (dom nr.107/O.) Mimo ,że młyńskie urządzenia nie były rozbudowywane w roku 1945 były jeszcze w dobrym stanie.
Siła wody młynu Plätschermühle, również nazywana Czerny-Mühle dom nr 73/O, działał aż do rozpoczęcia II wojny światowej nie tylko jako napęd do kół młyńskich, ale również od nowego stulecia jako mechaniczna tkalnia (ostatni właściciel Josef Czerny ).
W roku 1910 kupił Czech Bek z Borovej dom nr 113/O , ostatni dom wybielania. Na przełomie stulecia w sąsiedztwie stał jeszcze tartak. Większa część urzywania wody potoku należała pod dom nr 113/O. Bek podpioł pod koło wodne sześć maszyn tkackich. ZW związku z dużymi długami popełnił samobójstwo wieszając się w młodym lesie na Grzbiecie Kozim nazywanym również Trujący Kant. Zakład tern objął po nim znowu Bek, który podczas I wojny światowej zmarł. W 1939 zakład objął kupiec płócien z Kudowy.
Na przełomie stulecia kupił młyn Schwarz- oder Netik-Mühle Adolf Soumar.
On przygotował tam jak i niektórzy z Gießhübel mechaniczną tkalnię, którą powiększył przybudówką. Więcej jak 30 lat ze 100-stoma stołami tkackimi działało to przedsiębiorstwo i w latch trzydziestych zostało zlicytowane. Kupił je Ludwig Bubenicek, który sprzedał lokomotywę - silnik do prądu na diesel i zmniejszył zakład. W 1939 musiał przekazać zakład na ręce Karla Reichert, który do wysiedlenia produkował tam tkaniny.
Erlen- oder Kinzelmühle dom nr25/U.) kupił po I wojnie światowej Czech Marschik. Wybudował halę tkacką gdzie stało 70 stołów, które były napędzane przez dwie turbiny wodne. Również ten zakład po paru latach poszedł pod młotek. Kupił go gospodarz z Tscherntschitz i wydzierżawił go Johannowi emarak z Roth- Kosteletz. W 1939 przeszedł ten zakład w ręce firmy Benedict Schroll & Sohn z Brumowa.
Oprócz tego młynu powstały jeszcze 3 tartaki, które były przez siłę wody poruszane. Pierwszy leżał ponad " Wybielaczem" , a drugi niedaleko "Centrali" Przez wiele lat nie pracowały, dopiero Friedricj Kosstek, stolarz (dom nr 81/St) wprowadził je w ruch w momencie gdy otrzymał dużo drewna. Trzeci tartak był przy młynie Schwarz-Netik-Mühle , później tkalnią Soumar.
Do roku 1914 funkcjonowały w Gießhübel 140 stoły tkackie (Soumar 100, Schintag: 12, Schmidt: 10, Czerny: 6, Bek: 6, Stonjek: 4 i Utz: 2). W dobudówce w "Centrali" chodziło 12 stołów tkackich firmy Soumar. Gdy ten zakład został zamknięty przejął go sąsiad z Sattel, Neuberger, również on zamknął zakład z 12-stoma stołami. Do roku 1910 w domu nr 43/St - właściciel - sprzedawca węgla Benedikt Stonjek, miał 12 przędzalni ,ale i to zostało zamknięte.
Po wybuchu I wojny światowej jedna po drugiej tkalni była zamykana. W połowie lat 20-stych wybudował Josef Utz - dom nr 134/O dom rodzinny z tkalnią gdzie postawiono 6 stołów tkackich, które były za pomocą siły wody poruszane. Podczas licytacji firmy Soumar kupił Utz dom nr 139/St, w którym było biuro, pomieszczenie przesyłkowe i krajalnia płócien. Koło wodne umożliwiło mu poruszanie 10-ciu maszyn tkackich.
Jego posiadłość w Obergießhübel kupił Josef Pohner.Zakład Ignaca Stonjek (nr 84/St) kupił Adolf Pohner. Syn Stońka - Franz założył w domu nr 148/St tkalnię z 4-ma stołami napędzanymi siłą wody. Czech Nechutny, który się tu osiedlił kupił dom nr 88/St i na jego działce wybudował tkalnię z 16-stoma stołami tkackimi. Przed 10-tym października 1938 zabrał wszystkie maszyny i przeniósł je na teen zamieszkały przez czechów. Pusty zakład kupił kupiec płócien z Berlina Wilhelm Gröger który teraz mieszkał w Rokitnitz.
Zakład Wenzel Wolf musiał po krótkim czasie być zamknięty ze względu na długi. Zakład Benedikt Schramm po zamknięciu "Centrali" nie miał więcej dopływu prądu gdyż linia elektryczna z Obergießhübel nie objęła jego posesji w doprowadzaniu elektryki. Wenzel Winkler musiał zamknąć zakład gdyż miał zbyt małe doświadczenie jako tkacz. Bubenicek musiał swój zakład sprzedawać. Semerak wytransportował swoją lokomotywę prądotwórczą i niektóre stoły tkackie. 1-go października 1938 produkowało tylko 208 stołów tkackich.
Po I wojnie światowej dowieziono jeszcze 136 stołów tkackich - Marschik-Semerak: 70, Nechutny: 14, Utz Josef: 10, Pohner Josef: 6, Obst Josef, Skop Anton i Stonjek Franz po 4, Stwrtetschka Anton i Wenzel Wolf po 3, Dubanek Adolf, Dusilek Josef, Rotzmann Anton, Staratschek Karl, Schramm Benedikt, Winkler Adolf, Wolf Eduard i Wondrejz Adolf po 2. Wykorzystywano siłę wody i lokomotywę na diesel do poruszania maszyn.
Do października 1938 były produkowane płótna z bawełny, najczęściej farbowane, w paski i kratki, które łączono z dodatkiem lnu. Do tych różnorodnych płócien zainstalowano maszyny Schaf i Jaquard. Maszyny Jaquard posiadały tkalnie Soumar, Schintag i Utz. Również tkacze ręczni w nowym stuleciu produkowali gładkie, kariowane i płótna z grubą nitką na maszynach firmy Jaquard.

Stara ręczna maszyna tkacka w muzeum w Gießhübel /Oleśnice
Ręczna tkaczka Hofmann z 117/O pracowała na 6-ciu stołach , każdy produkował inny kolor, bez możliwości zmiany skrzynki z przędzą. Ona musiała liczyc każdy strzał nitki. Aby maszynę tkacką firmy Jaquard można było na wysokość ustawić trzeba było w pomieszczeniu tkackim zdjąć sufit.
W roku 1938 rozpoczął się bojkot czeskich przedsiębiorców przeciwko niezatrudnianiu tkaczy.
Niemieckie duże firmy, tkackie tj Kluge (Trautenau-Oberaltstadt) i Baumwoll-Spinnerei i Weberei Schroll (Braunau-Ölberg) podporządkowały się bojkotowi i obiecały zatrudniać niemieckich pracowników. Firma Kluge wraz z Josefem Schintag i dodatkowo firma Ludwig Müller z Nowegomesta złączyły się i w niedługim czasie przywieziono przędzę dzięki czemu wielu pracowników znalazło pracę i chleb.
Pan Schintag nie bał się konsekwencji walczyć o pracowników z małych, górskich tkalni i to było przez wielu bardzo doceniane. On musiał liczyć ze zwolnieniem z pracy za pomaganie swoim ziomkom , którzy byli zależni od firmy Müller - ich pracodawcy. Już przed 10-tym października przestano zatrudniać rzemieślników z CSR. Duże firmy zatrudniały coraz to mniej ręcznych tkaczy, praca była racjonwana , a niektóre funkcję obejmowały maszyny.
Firma Kluge nie chciała zajmować się pracą z nitką lnianą gdyż wykorzystywano nić bawełnianą co pozwoliło firmie Schroll z Gießhübel otworzyć własną filię "Prace domowe" , którym przedstawicielem był Josef Schintag. Firma Schroll kupiła tkalnię Semerak, która od roku nie pracowała. Teraz produkcja znowu ruszyła. Karl Reichert przejął tkalnię Bubenicek i bezrobotni tkacze znowu podjęli tu pracę i mieli źródło dochodu. Do października 1938 roku z różnych powodów produkcja była nie zmieniona. Tkacze zaczęli wykorzystywać przędzę bawełnianą , anie jak wcześniej lnianą. Tylko niektórzy przędli 150 cm płótna lniane. Przed praniem przędza lniana była moczona w drewnianych beczkach i na kamieniu gnieciona co dawało delikatniejszy produkt.
Do roku 1945 produkowały tkalnie Schroll, Reichert, Schintag, Utz, i po 1938 powstałe Balcar i Zeipelt produkcję na własny rachunek . Inni pracowali na zlecenia.
W roku 1938 dla filii "Praca domowa" pracowało 84 ręcznych tkaczy. Gdy zatrudnione było małżeństwo to ich wyroby były pisane raz na imię męża , raz żony tak aby każdy miał ubezpieczenie socjalne. Ziomek Schintag miał pod sobą gminę od Gießhübel do Deschnei, inne części górnych Gór Orlickich podlegały Hubertowi Hofmann z Katscher, który był zatrudniony w firmie Gröger z Berlina.
Po rozpoczęciu II wojny światowej jedna tkalnia po drugiej była zamykana. Po wysiedleniu zamilkły ostatnie stoły tkackie i były cennym łupem wywożonym z tąt - było ich tu ponad 200.
W tej liczbie włączono: Schroll 70 maszyn, Reichert 40, Schintag 15, ten z Berlina 14, Czerny Anton i Utz Josef każdy po 10 stołów.
Powyżej restauracji "Zur Schnappe" w Obergießhübel znajdował się wapienny kamieniołom, którego właścicielem było hrabiostwo z Opotschno. Uzyskiwanie kamienia wapiennego było już od początku XIX wieku, który przewożono do niedalekich piecy wypalających wapno. Potrzebne do wypalania w piecach drewno przygotowywał gospodarz z Gießhübel Vogel. Gdy zamknięto ten zakład ostatni wypalacz wapna Lorenz Stwrtetschka w 1904 musiał pracować jako robotnik na roli. Do dnia dzisiejszego pozostały resztki z kamieniołomów (wapienniki). Wydobycie kamienia wapiennego nie zostało już więcej podjęte.

Schnappenflur z lasem granicznym (Granzapusch)
W 1538 roku Hrabiostwo z Opotschna wysłało niemieckich pomocników do pracy przy wydobyciu rudy żelaza. Znaleziono skład tego surowca na południowo - wschodniej części Pańskiej Góry w górnych partiach tego grzbietu. Patrząc jeszcze dzisiaj powyżej restauracji "Zur Schnappe" koło lasu granicznego (Granzapusch) widzimy głębokie doliny i wyrobiska z tamtych czasów. 50 kroków nad nimi znajdujemy "Szwedzki Krzyż". Z tego miejsca wykopano sztolnię, która dochodziła aż do "Czarnego Krzyża". W miejscu gdzie wychodzi droga w stronę lasu granicznego widać jeszcze zasypane wejścia do sztolni. Korytarze napełniły się wodą. To miejsce jest drewnianym płotem okrążone. Po pruskiej stronie wydobywano też rudę o czym świadczą nazwy miejsc.
Wraz ze sztygarami przyszli też niemieccy osadnicy, ale również czescy pracownicy znaleźli w aktualnie rozwijającej się żelaznej industrii pracę dla siebie. W fabryce wytapiania żelaza zastosowano turbiny wodne i założono "górny staw" tak aby zgromadzić wystarczającą ilość wody zbudowano tamę, której resztki w prawo od skał ( na końcu alei Seufzerallee ) mżna jeszcze dzisiaj zobaczyć. Dopiero na początku XIX wieku tamę częściowo rozebrano, a staw wykorzystano jako łąkę. Poniżej "Dinterhübels" - od wschodu leżącego pagórku- postawiono urządzenia do wytapiania żelaza . Jest to w tym miejscu gdzie gdzie później wybudowano młyn Krützner-Mühle (późniejsi właściciele; Schramm & Rauscha, Hackauf, "Centrale", Kossek-Stolarnia).
Woda z "dolnego stawu" (Hammerteich) rozruszała młot w żeliwni. Hrabiowskie gospodarstwo, który usytuowano poniżej Hammerteich - Dolnego Stawu - nazywało się potocznie Gospodarstwo Hammer (Hammer = Młot). Lasek leżący już po stronie pruskiej po prawej stronie potoku nazywano Hammerpeschla. Ten młot w zakładzie żeliwnym został postawiony w roku 1538 przez władcę hrabiostwa Opotschno, Trschka von Lipa. Ciąg wodny, który poruszał młot w zakładzie przepływał też przez młyn Erlenmühle (Erle = olcha). Dokument z roku 1704 nie wspominał już więcej o zakładzie wytapiania żeliwa i o młocie. Z jakiego powodu zakład został zamknięty i dlaczego pracownicy sztolni i huty miasto opuścili jest nieznane. Do roku 1945 w Gießhübel były cztery sztuki wyrobów z żeliwni. Żeliwny moździerz, na którym widnieje napis roku 1687 i garnki . Jeden z tych garnków znajdował się w lokalu. Między dwoma kołami istniał napis z wylewu żeliwa "1680 Adam B". Drugi garnek znajdował się w domu tamtejszego sołtysa Josefa Nowotny i miał napis "Leta Pane 1682" co miało znaczyć Lata Boże 1682. Trzeci garnek był własnością Ignaza Grimm i miał napis "Olesnice 1665".
Co w zasadzie "odstraszało" przyjezdnych od odwiedzania na przełomie XIX i XX wieku naszych pięknych gór? Zły stan dróg, odległość do następnego dworca kolejowego, ograniczona możliwość dojazdu ( często tylko wozami lub na piechotę) i również cofnięte zaangażowanie Hrabiostwa do tworzenia dróg, ścieżek i punktów widokowych na ich posiadłościach.
Do roku 1918 między Austrią, a Niemcami była otwarta granica powodowało to, że do Gießhübel
przychodzili goście z sąsiedniej Schlezji - przede wszystkim z uzdrowisk Kudowy i Dusznik mogąc w naszych restauracjach być ugoszczonymi.
Dopiero po I wojnie światowej Fremdenverkehr turystyka stała się ważnym źródłem dochodów dla naszego miasta. Rozbudowa dróg dojazdowych,linie autobusowe, tworzenie restauracji i pokoi gościnnych w dużym stopniu przyczyniła się do tego rozwoju. Wiele prywatnych domostw oferowało noclegi. Były budowane ścieżki przez okoliczne lasy należące do kościoła i gminy. Dróżki te były też oznaczane. Do bardzo uczęszczanych miejsc była Cichalka (Hohe Mense), Frimburg , Höllental - Piekielna dolina, bardzo romantyczna droga wśród skał wzdłuż potoku Alscherbach, który wpływał do Metuii, droga na Galgenberg przez Hammerhof i młyn Zelenkamühle i droga z pięknym widokiem przez Pańską Górę do Czarnego Krzyża. Piękno naszego regionu przedstawił w swojej piosence (Wer hat dich, du schöner Wald ...) Josef Freiherr z Eichendorf, który w Bad Reinherz (Dusznikach) był na kuracji.
Już w roku 1900 powstał hotel "Zum Feldmarschall Radetzky" poprzez rozbudowę i nadbudowę swojego domu z pokojami dla gości für den Fremdenverkehr gerüstet Hotel stał się w tamtych czasach centrum życia towarzyskiego. W roku 1918 musiał zmienić swoją nazwę na "Hotel Jirku". W roku 1967 gdy to widziałem stał rozkradziony, z wywalonymi drzwiami i oknami oddając się w ręce ruinie. O ilu wesołych godzinach mogłaby jego sala opowiedzieć...? - dom nr 19/St.
Istniały trzy ulubione restauracje, do których schodzili się goście. Znana winiarnia "Zur Schnappe"- dom nr 96/O., który do dnia dzisiejszego funkcjonuje jako zentrum wypoczynku dla dzieci. Do tego dochodzi restauracja "Zur Weintraube", dom nr 87/U., znajdującej się naprzeciwko domu celnego w Kotle - dzisiaj została tylko ruina. I restauracja "Zum Grünen Tal", dom nr 37/U., który stał na granicy państwa i granicy mowy i był przez gości i mieszkańców Tassau (Taszów) odwiedzany.
W domu nr 131/O "Gasthaus zum Grünen Baum" w Obergießhübel, znajdowała się teatralna scena koła artystycznego. Chata "Zur Hohen Mense" w 18/O posiadała kilka pokoi gościnnych, również dom "Zur Krone" w nr 93/St. Ulubionym miejscem była też restauracja "Schwarze Adler" właścicielem był Friedrich Märsenger.
Dom nr 131/St prowadził przez wiele lat pocztę i był tam gabinet i mieszkanie lekarza. W latach 30-stych przeszedł w ręce Czechów i nazywał się "Hotel Turystyczny", który do dnia dzisiejszego funkcjonuje ( w latach 1938 -1945 znany jako "Deutsches Haus"). Rstauracja "Zum Rathauskeller" (Piwnica Ratuszowa) - dom nr 1/St był własnością gminy i po I wojnie światowej został oddany jak i również restauracja Radetzky w domu nr 36/St. Restauracja "Zum Goldenen Bach" miała w Gießhübel miała największą salę taneczną (400 mq). Niektóre z tych domów służą jeszcze dla gości.
Brauhaus Gießhübel, browar wybudowany w 1869 zaopatrzał wiele restauracji w okolicy w swoje świetne piwa.
Biorąc pod uwagę wielkość naszego miasteczka było tu bardzo dużo klubów i kółek zainteresowań, które ze względu na prężne działanie zasługują na wymienienie.
Głównym związkiem był Klub Strzelców ,który był miejską filią Niemieckiego Związku Strzelców z Böhmen, założony w 1900 roku. Również miejska Grupa Kultury założona w 1927. Pierwszy zasługuje utrzymanie swojej działalności dzięki niemieckiej Ziemi , a drugi dzięki utrzymaniu niemieckiej szkoły.
28 października 1898 roku powstał w Gießhübel klub gimnastyczny. Jego przewodniczącym był nauczyciel Rudolf Finger i opiekun Franz Seibert - ci dwaj nie wrócili do domu po I wojnie światowej. Cwiczenia tej grupy odbywały się w restauracji Hasler w Kotle. Wraz z budową szkoły w 1906 roku klub ten otrzymał bardzo ładne miejsce do trenowania. Prawie całe wyposażenie sali gimnastycznej było własnością klubu. Po I wojnie światowej klub zaczął znowu działać tworząc dodatkowo grupę kobiecą.
Klub gimnastyczny z Gießhübel
Przewodniczącym klubu gimnastycznego został dyrektor szkoły Wilhelm Hofmann, który w dobrych i złych dniach z pełną odpowiedzialnością był jego przedstawicielem. Chodzi tu przede wszystkim o czs gdy klub był kolcem w oku w Czechów. Dobrze wywiązywał się jako przedstawiciel klubu również Rudolf Knoblich i nauczyciel Plitzka, który był przykładem gimnastyki, ale i również Franz Mach, który przez lata był trenerem i prowadził księgi klubU.
Klub rozwijał się prężnie we wszystkich latach działalności, ale rok 1925 pokazał największą liczbę członków. Nasz klub należał do wspólnego związku z klubem z Brumowa. Gimnastycy z Brumowa często odwiedzali imprezy gimnastyczne w Gießhübel. Ze względu na aktywność naszego klubu powstały kluby w Sattel i w Deschnej. Podczas wszystkich imprez miejskich nasz klub był prezentowany i aktywny. Podczas święcenia sztandaru z Lewina nasz klub również pokazał swoją aktywność. Wielkim wydarzeniem dla klubu gimnastycznego z Gießhübel było uczestnictwo podczas imprezy gimnastycznej w Aussig w 1926 roku. Również na wszystkich spotkaniach gimnastycznych brali nasi najlepsi zawodnicy udziałCzesi czuli się triumfować gdy polityczny urząd zabronił naszemu klubowi działalność. Dopiero po wielu interwencjach urząd umożył to zabronienie. W podziękowaniu za ten gest nasz klub wziął udział we mszy świętej i maszerował za czechosłowacką flagą narodową przez Rynek.
W klubie chciano poszerzyć ilość dyscyplin (np. piłka ręczna), ale ze względu na brak odpowiednich boisk nie było to możliwe. Bracia Arschel będący gimnastykami bardzo się angażowali w rozwój innych dyscyplin. Właściciel Hotelu Jirku po lewej stronie ulicy w kierunku Pollkom, niedaleko domu nr 40/St dał do dyspozycji łąkę, która swoimi wymiarami była odpowiadającym polem do gry. Aby przygotować te boisko było potrzebne wiele godzin pracy. Udało się. Nie tylko klub, ale i strażacy i nawet uczniowie mieli odpowiednie boisko. Na własnym boisku było też łatwiej przeprowadzać imprezy sportowe.
1 maja 1938 roku podczas dużej imprezy pojawiło się w Gießhübel najwięcej ludzi, których tu widziano. Wszystkie okoliczne gminy dołączając Tanndorf i Michowice były po więcej jak 100 osób reprezentowane.
W 1884 powstał chór Gesangverein po czym muzykanci z Gießhübel zostali połączeni z teatrem co przy dobrze układającej się współpracy można było przedstawić wiele operetek.
Nasze miasto miało dwie grupy teatralne; jedną w mieście , a drugą w Obergießhübel. Pierwsza powstała w roku 1884 druga parę lat później. Każda z tych grup miała własną scenę. Ta z miasta była w Hotelu Jirku, ta z Obergießhübel w restauracji Franz Czerny. Po I wojnie światowej te dwie grupy zostały połączone Theaterverein Przedstawienia były jednak wystawiane na obu scenach. W współpracy z chórem i grupą muzykantów podjęto się na przygotowanie w 1925 roku operetek
"Winzerliesl" i "Schwarzwaldmädel", których wystawienie było parokrotnie powtarzane.
Dalsze operetki były wystawiane. Przedstawienia te służyły jako możliwość uzbierania środków na charytatywną działalność ( prezenty świąteczne, dożywianie w szkole, wojenny pomnik, przyrządy dla straży pożarnej i.in). Rekwizyty na przedstawienia pomijając te ze sceny przechowywano na wynajętym poddaszu. Przez coraz bardziej potrzebna dla gości sala w restauracji Czerny Franz w Obergießhübel ograniczała możliwość rozstawiania rekwizytów na scenie. Na wybudowanie nowej sceny nie było środków co spowodowało, że dalsze przedstawienia nie odbyły się. Wszyscy ci,którzy brali udział w tych przedstawieniach i ci ,którzy byli widzami do dnia dzisiejszego mile wspominają te piekne godziny.
W roku 1874 powstała w Gießhübel straż pożarna Freiwillige Feuerwehr . Zdjęcie zrobione na 25-lecie powstania w roku 1899 pokazuje 42 strażaków. Duża remiza strażacka stoi obok domu 33/St i posiada z powodu dużej powierzchni miny trzy ręczne pompy i jedną motorową z potrzebnym do tego celu wyposażeniem. W 1910 roku wybudowano drugą remizę strażacką w Obergießhübel ponad domem nr 107/O, która w potrzebie mogła szybciej zareagować. Posiadała pompę ręczną z całym wyposażeniem.

Mała straż pożarna z Gießhübel
« poprzednia 1 2 3 następna »













